Aktualne promocje: Kliknij WRÓŻBA MIŁOSNA - Teraz tylko 99 zł. Kliknij WRÓŻBA NA 2024 ROK - Teraz tylko 90 zł. Co zrobić, żeby chłopak do mnie wrócił ? Rozstanie jest trudnym momentem w życiu każdej kobiety. Poświęciłaś swój czas, energię, Szpieg, który mnie rzucił – Życie zwykłej dziewczyny zmienia się w śmiertelnie niebezpieczną jazdę po bandzie, gdy okazuje się, że jej były chłopak jest superszpiegiem. Audrey jest uroczą, ale raczej zwyczajną dziewczyną. Nie w głowie jej szalone przygody, ryzykowne postępki, spontaniczne porywy. Jejv największą prezent dla brata. wczoraj o 21:15. Biustonosz z obniżonym zapięciem. wczoraj o 20:15. Sposoby na RELAKS. wczoraj o 19:03. Chłopak mnie rzucił?? Nie wiem co Tłumaczenia w kontekście hasła "mnie dla innej" z polskiego na angielski od Reverso Context: Gdybyś zostawiła mnie dla innej osoby, to poczułbym litość i bym mu wybaczył. Często spuszczał wzrok i uroczo się do ciebie uśmiechał. W SMS-ach jest jednak dużo odważniejszy. Robi aluzje dotyczące seksu i tego, że cię pragnie. O czym to świadczy? Chłopak nie jest tak przebojowy, jakby tego chciał. Bardzo mu się jednak podobasz, dlatego nabiera odwagi tylko wtedy, gdy może na spokojnie przemyśleć każdą Skomentowała, że czas na dietę bo inaczej mąż będzie się brzydził mnie dotknąć i poleci do innej. Po badaniu nie powiedziała mi nic na temat stanu mojego zdrowia. Jak zapytałam to odpowiedziała, że i tak nie zrozumiem medycznego języka i mam tylko przyjmować te tabletki które mi zapisała. jb1zf5. fot. Adobe Stock, Кирилл Рыжов Był początek maja, gdy koleżanka ze studiów zaprosiła mnie do siebie na wieś, na urodziny. Szykowało się ognisko, pieczone kiełbaski, piwo i dobra zabawa. I wszystko było. A oprócz tego wszystkiego był jeszcze on, Bartosz, sąsiad Gośki, a właściwie jej rodziców. Zupełnie nie wyglądał na rolnika prowadzącego trzydziestohektarowe gospodarstwo. Był przystojniejszy, bardziej oczytany i bardziej elokwentny niż większość moich kolegów, a poza tym miał w sobie ten magnetyzm, który przyciąga wszystkie kobiety. Przyciągnął swoim czarem również mnie… Od razu wiedziałam, że to był błąd Wypiłam trochę przy tym ognisku, może nawet więcej niż trochę, ale przecież wszyscy pili. Poza tym nie byłam pijana, byłam tylko lekko oszołomiona. Rozmawialiśmy, poszliśmy na spacer, nagle zaczęliśmy się całować. Mój chłopak nigdy nie działał na mnie aż tak, nigdy nie miałam takich motyli w brzuchu ani takich miękkich kolan. A potem już nie potrafiłam oprzeć się nie tylko Bartkowi, ale i samej sobie. Dopiero rankiem, kiedy otworzyłam oczy, przyszło opamiętanie. Co ja zrobiłam? – patrzyłam z przerażeniem na śpiącego obok mnie obcego chłopaka; wysunęłam się spod koca i zaczęłam nerwowo zbierać swoje rzeczy rozrzucone po podłodze. Miałam nadzieję, że zdążę się ubrać i zniknąć, zanim Bartosz się obudzi. Zdążyłam. – Martwiłam się o ciebie – Gośka spojrzała na mnie z wyrzutem. – Gdzieś ty się podziewała? Podobno wyszłaś z ogniska z Bartoszem… – wciąż mierzyła mnie upartym spojrzeniem w którym była ciekawość, niepokój, zmartwienie i chyba odrobina zazdrości. – Muszę wracać do Warszawy – mruknęłam niechętnie, pomijając milczeniem jej pytania. – Oszalałaś? Miałyśmy wracać jutro. – Ale ja muszę dzisiaj – uparłam się. Byłam tak zdenerwowana, że nie potrafiłam na poczekaniu wymyślić żadnego kłamstwa. Miałam tylko nadzieję, że Bartosz nikomu nie powie o naszej wspólnej nocy, o mojej wielkiej pomyłce. Bo to była pomyłka. Przecież ja miałam Grzegorza, kochałam go. Niestety, Gosia przyjechała do naszego mieszkania następnego dnia, dokładnie poinformowana o tym, co się wydarzyło. – Dlaczego uciekłaś? – zapytała i zaraz dodała: – Bartosz to wspaniały chłopak. – Daj spokój, to była pomyłka. – Nie dla niego, Bartek się w tobie zakochał. – W jedną noc? Zresztą ja mam Grzesia. – Grzesia masz? To dlaczego zdradziłaś go z Bartoszem, skoro tak bardzo go kochasz? – Nie wiem, tak się po prostu stało – mówiłam prawdę. – Błagam cię, Gośka, nie mów nikomu, nie mów Grześkowi – prosiłam. – Ja mogę nie mówić, ale nie zdziwię się, jeśli Bartek tu przyjedzie, jeśli będzie chciał pogadać – dobiła mnie tymi słowami. Nie chciałam tu Bartosza, wtedy wszystko mogło się wydać. Pragnęłam jak najszybciej zapomnieć o swojej niefortunnej przygodzie. Wszystkiego się domyśliła... Bartosz nie przyjechał, na szczęście nie próbował mnie szukać, ale stało się coś jeszcze trudniejszego, jeszcze gorszego. Kilka tygodni później zaczęłam podejrzewać, że jestem w ciąży, a nie miałam pojęcia, czyje może być dziecko – Grześka czy Bartka. Odwlekałam zrobienie testu tak długo, że Gośka zaczęła wszystkiego się domyślać. – Czy to dziecko Bartka? – zapytała prosto z mostu któregoś wieczoru. – Jakie dziecko?! – warknęłam ze złością. – Nie udawaj, rzygasz codziennie jak kot, schudłaś. Coś strasznie długa ta twoja niestrawność… – zakpiła. – Dobra, idę po test. Pół godziny później wykonałam trzy testy, jeden po drugim. Potem siedziałam na kanapie i płakałam, a Gośka była zła. Zaczynałam podejrzewać, że podkochiwała się w Bartoszu i żarła ją zazdrość. Było mi jednak wszystko jedno. Jeśli chce, niech go sobie bierze! – Powiedz Grześkowi – powtarzała. – Niby co? Dobrze wiesz, że nie mam pojęcia, czyje to dziecko! – wybuchłam. – To trzeba zrobić badania i będzie wiadomo. Nie żyjemy w średniowieczu. Bartkowi też przecież musisz powiedzieć. Kiedy krzyknęłam, że nie mam takiego zamiaru, zagroziła, że sama mu powie. Pokłóciłyśmy się wtedy, bo zarzuciłam jej, że kocha się w Bartku, jest o niego zazdrosna i tylko boi się do tego przyznać, bo Bartosz jej nie chce. – Głupia jesteś – usłyszałam w odpowiedzi. – Bartek to mój przyjaciel od dzieciństwa, sąsiad i przede wszystkim bardzo dobry chłopak. Nie pozwolę ci go krzywdzić. Ma prawo wiedzieć, jeśli to jest jego dziecko. Ale ja nie chciałam, żeby wiedział. Gdyby nie Gośka, to pewnie powiedziałabym Grzegorzowi, że jestem z nim w ciąży, wzięłabym z nim ślub i jakoś żyła z tym kłamstwem i jego niewiedzą. Tak by pewnie było, gdyby nie moja przyjaciółka, która była zapewne większą przyjaciółką Bartosza niż moją, i zagroziła, że jeśli będę kłamać, to ona osobiście powie prawdę zarówno Bartoszowi, jak i Grzegorzowi. Grzesiek nie chciał słuchać żadnych moich tłumaczeń, próśb ani przeprosin. Usłyszałam, że nie chce mnie więcej znać, i jeżeli dziecko okaże się jego, to będzie płacił na nie alimenty, ale my się w tej chwili rozstajemy. Natomiast Bartosz był cały w skowronkach. Oznajmił, że zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia, bardzo by chciał, żeby dziecko było jego, ale nawet jeśli okaże się, że to Grzegorz jest ojcem, on i tak się ze mną ożeni, a dziecko będzie kochał jak własne. Bo kocha jego matkę. Nie chcę być żoną rolnika Kiedy zapytałam, jak wyobraża sobie naszą wspólną przyszłość, dowiedziałam się, że mogę skończyć medycynę (łaskawie mi pozwolił) i pracować w ośrodku zdrowia na wsi. On naprawdę ma duże dochody z gospodarki i ptasiego mleka mi nie zabraknie. Ani naszym dzieciom. Już mówił o nich w liczbie mnogiej, chociaż na razie nie mieliśmy ani jednego. Problem w tym, że ja nie chciałam za niego wychodzić za mąż ani mieszkać na wsi i pracować w wiejskim ośrodku zdrowia, nie wyobrażałam sobie tego. Nie takie miałam plany, nie tak miało wyglądać moje życie. Zaplątałam się i nie było już możliwości odwrotu. Grzegorz mnie nie chciał, nie potrafił mi wybaczyć zdrady. Bartosz chciał się żenić, ale ja z kolei nie chciałam jego. No i zostałam sama, sama w ciąży, niepewna, kto jest ojcem mojego dziecka. Na dodatek musiałam szukać nowego mieszkania, bo Gośka obraziła się na mnie, twierdząc, że skrzywdziłam jej przyjaciela, który cierpi, bo nie dość, że nie chcę zostać jego żoną, to jeszcze chcę zabrać mu dziecko. Wcale nie chciałam mu zabierać, nie chciałam tylko być wiejską gospodynią i żoną rolnika. Badania wykazały, że noszę dziecko Bartosza. Grzegorz nie chciał mieć ze mną nic do czynienia, a Bartek ponowił oświadczyny. Ja kolejny raz odmówiłam. Nie kocham go i nie chcę być jego żoną. Trudno, sama wychowam swoje dziecko, no może z małą pomocą jego ojca, który uparcie twierdzi, że chce brać czynny udział w życiu maleństwa. No i powtarza, że może jednak namyślę się, zmienię zdanie i zostanę jego żoną. Nie zostanę, już wolę być samotną matką. Czytaj także:„Zazdrościłam przyjaciółce, bo w przeciwieństwie do mnie, zrobiła karierę. Gdy powinęła mi się noga, to właśnie ona mi pomogła”„Spotkałam mężczyznę swojego życia, ale musiałam mu powiedzieć, że... nie możemy być razem. Jego reakcja mnie zaskoczyła”„Rodzina wyzywa mnie od głupców, bo wziąłem sobie kobietę po przejściach. Dla nich rozwódka z dzieckiem, to wybrakowany towar” W XXI wieku poziom rozwiązłości wkroczył na wysoki poziom. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, chociaż tę zmianę najlepiej widać na przykładzie osób płci żeńskiej. Wiele z nich zmienia partnerów niczym rękawiczki, a nastolatki robią zakłady, która z nich pierwsza straci kwestii seksualności zapanowało równouprawnienie, choć oczywiście nadal nie brakuje głosów, że facet, która ma mnóstwo partnerek jest Casanovą, a kobieta, która romansuje równie intensywnie - jest rozwiązła. Bycie dziewicą to zatem powód do wstydu, czy do dumy? Zdaniem Sylwii czystość nadal jest w cenie. Trzeba tylko trafić na wartościowego mężczyznę. „Niedawno rzuciłam faceta dla innego i już żałuję. Chcę wrócić do byłego” 19-latka twierdzi, że nie warto tracić dziewictwa zbyt wcześnie. Facet rzucił ją, gdy dowiedział się, że nie byłby jej pierwszym mężczyzną. Sylwia chciałaby was przestrzec przed zbytnim pośpiechem. - Teraz wstydzę się do tego przyznawać, ale pierwszy raz zrobiłam to ze znajomym na domówce. Miałam 17 lat. On zaproponował seks bez zobowiązań. Wcześniej rozmawialiśmy na „te” tematy. Gdy zwierzyłam się, że jestem zupełnie zielona, dał mi do zrozumienia, że to dziwne. Prawie mnie wyśmiał. Ja byłam głupia i niedoświadczona. Złapałam się na jego haczyk. Z perspektywy czasu wiem, że mnie wykorzystał. Do dziś nie mogę sobie tego darować, chociaż przez pierwsze miesiące czułam się taka dumna. Uważałam, że stałam się przez ten akt dorosła, co było bardzo głupie. Potem w moim życiu było jeszcze dwóch facetów. Z każdym z nich chodziłam, ale oba związki szybko się rozpadły. Niedawno skończyłam 19 lat i poznałam jego, Patryka. Poprosił mnie o numer telefonu podczas pierwszej rozmowy. Bardzo mi się spodobał, więc w duchu skakałam ze szczęścia. Szybko zauważyłam też, że to nie jest facet, z jakimi do tej pory miałam do czynienia. Patryk to mężczyzna na poziomie - przystojny student jednej z warszawskich uczelni. Kulturalny i pracowity. Po kilku randkach Sylwia i Patryk zostali parą. - Dopiero po jakimś czasie Patryk zaczął wypytywać mnie o te sprawy. Ja sama się nie chwaliłam. Wiadomo, że nie było czym. Żałowałam tego, że wcześniej go nie spotkałam. Dopiero przy nim zrozumiałam jak mężczyzna powinien traktować kobietę. Na każdej randce przynosił mi bukiet kwiatów albo pojedynczy kwiat. Ogólnie zachowywał się bardzo szarmancko. Czułam się przy nim wspaniale. Bałam się tylko tego, co powie na moje wyznanie, że spałam z trzema mężczyznami. Podczas naszych rozmów dowiedziałam się o nim trochę. Na podstawie strzępków informacji zrozumiałam, że on oczekuje dziewicy. W końcu nadszedł dzień prawdy. „Narzeczony mnie upokorzył. Podarował mi pierścionek po swojej byłej dziewczynie” Po dwóch miesiącach bycia razem Patryk otwarcie zapytał Sylwię, czy już w ten sposób z kimś była. Ta przyznała się do wszystkiego, a jednocześnie dowiedziała się, że jej chłopak nigdy tego nie robił. - Z jednej strony byłam zdziwiona, a z drugiej pozytywnie zaskoczona. Doszłam też do wniosku, że jemu to w niczym nie ujmuje – wręcz przeciwnie – staje się przez to jeszcze atrakcyjniejszy w moich oczach. Niestety Patryk nie zareagował na moje wyznanie z wyrozumiałością, o której marzyłam. Powiedział, że szuka innej kobiety. Zrobił to bardzo delikatnie. Widziałam, że nie chce mnie zranić, ale mimo wszystko złamał mi serce. Zdążyłam się w nim zakochać. Cieszę się tylko, że to stało się dość szybko, a nie – powiedzmy – za pół roku. Wtedy być może szalałabym za nim i czułabym jeszcze większy ból w sercu. Patryk w żaden sposób nie dał mi do zrozumienia, że jestem gorsza czy wybrakowana. Za to szanuję go jeszcze bardziej. Stwierdził, że sam podchodzi do związków bardzo poważnie i szuka takiej samej dziewczyny. Dla niego musi być dziewicą, bo on też nigdy tego nie robił, chociaż nieraz miał okazję. Sylwia żałuje swojej przeszłości. - Byłam bardzo głupia jako nastolatka. Nie znałam życia ani facetów. Jest mi tylko przykro, że moja mama mnie nie ostrzegła. Jeżeli kiedykolwiek będę miała córkę, na pewno porozmawiam z nią na ten temat. Czuję, że straciłam kogoś wyjątkowego w moim życiu. Dziś trudno o takich mężczyzn jak Patryk. Znam mnóstwo facetów, którzy traktują dziewczyny przedmiotowo albo oczekują od nich praktycznie od razu współżycia i jeszcze wmawiają, że są nienormalne, gdy odmawiają. Przykra rzeczywistość. LIST: "Moja przyjaciółka zdradza wszystko, co jej opowiem swojemu chłopakowi" Teraz już wiem, że trzech partnerów seksualnych to sporo jak na 19-latkę. Ale mam też świadomość, że jest wiele takich dziewczyn jak ja. Tylko, że one często nie wyznają facetom prawdy – zaniżają liczbę mężczyzn, a którymi spały. Ja wybrałam szczerość. Mam nadzieję, że kiedyś trafię na porządnego faceta, który nie będzie miał takich wymagań. napisał/a: biedrona9008 2011-09-23 00:14 Hmm... Jestem tutaj drugi raz i tak naprawdę drugi raz w tej samej sprawie ;/ Zabawne jest to, że spokojnie mogłabym skopiować poprzedni temat i wkleić po raz kolejny, ponieważ znowu rzucił mnie chłopak... Ostatnio kiedy o tym pisałam a to był Po tej całej sytuacji, o której pisałam w kwietniu. Zaczął przychodzić do mnie, przepraszać i wymiękłam :/ No i po powrocie było dobrze, wiadomo kłótnie się zdarzały, ale nie było źle, choć może po prostu nie chcę o tym pamiętać, albo sama sobie wmawiam, że wcale nie było tak źle. Już sama nie wiem, w każdym bądź razie ostatnio było strasznie, on się ciągle obrażał . Zaczęło się od tego że moja siostra zaczęła głupi temat o prywatnych sprawach mojej rodziny przy moim facecie a ja poprosiłam żeby przestała bo on na pewno nie ma ochoty o tym słuchać. No i wtedy on się oburzył i wyszedł, wyszłam więc za nim pytając o co mu chodzi, na co stwierdził, że ja wiem wszystko o jego rodzinie a przy nim nie pozwalam mówić o niczym. Próbowałam mu wytłumaczyć, że problemy rodzinne to nic przyjemnego do słuchania i że ja po prostu nie mam ochoty mu o tym , a na pewno nie teraz i nie w takich okolicznościach. Dodam, że on naprawde nie jest dobrym słuchaczem, kiedy powiedziałam mu o problemach finansowych moich rodziców zaczął komentować ich postępowanie i po tym już nie miałam ochoty mu się z niczego zwierzać. Tak więc wtedy kiedy za nim wyszłam i próbowałam mu jakoś wytłumaczyć, zaczął mnie znowu wyzywać, żebym [Mod: pip-pip] że nie ma ochoty ze mną gadać, żebym [Mod: pip-pip]. Prosiłam żeby normalnie ze mną porozmawiał, bo nie ma o co robić awantury to wyzywał mnie jeszcze bardziej kiedy nie chciałam dac mu spokoju. A ja poprostu nie chciałam sie kłucić bo i tak bardzo mało czasu razem spędzamy :( a raczej spędzaliśmy. Po tej sytuacji następnego dnia nie odzywał się nic, mimo że próbowałam się do niego dodzwonić. Potem obrażony urażony w końcu się odezwał i pojechaliśmy razem 70 km za miasto załatwić moje szkolne sprawy. Całą drogę nie odzywał się nic. W powrotną stronę ja zapytałam czy długo tak będzie się zachowywał no i od słowa do słowa i znowu awantura. Znowu o to że ja mu nic nie mówię. Ja powiedziałam, że skoro tak bardzo chce rozmawiać to może porozmawiamy o nas a nie o problemach innych. To on stwierdził, że nam już nic nie pomoże. Zapytałam się w takim razie, że po co ze mną jest? Nie odpowiedział nic. Ciągle mnie olewał, nawet w weekend kiedy możemy tylko w sobotę wieczorem wyjść, olał mnie i umówił się z kolegami. Ja zapłakana poszłam do domu i zmusiłam się, żeby wyjść gdzieś ze znajomymi. Po czym jak dowiedział się gdzie jestem, to przyjechał. I co ja mam myśleć? Widywaliśmy sie rzadko bo ja dużo pracuję. On pracuje dużo mniej ode mnie. Odnoszę wrażenie, że ja byłam kołem ratunkowym. Zawsze najpierw koledzy, potem ja. Jak nie miał ciekawszych propozycji to siedział ze mna. Kiedy on miał taki dzien ze chciał cały dzien poleżeć przed tv to ja nie miałam nic przeciwko, ale kiedy ja miałam taki dzien to kazał mi siedziec samej bo on nie bedzie przed tv siedział. Ja robiłam to na co on miał ochotę, zawsze. Pewnego wieczoru po mojej pracy zadzwonił i zapytał czy do niego przyjde? Jak zapytałam czy wyszedlby po mnie z parasolka chociaz kawalek bo pada a ja jestem bez auta, to powiedział "Nie spoko to nie, do jutra" Jak zadzwoniłam jeszcze raz i powiedziałam, że następnego dnia mam na rano i że może przyjechałby po mnie to wzięłabym ciuchy i poszła spać do niego itd. To powiedział "Nie no już mówiłem, po co mi się tłumaczysz. Do jutra" Po czym zadzwoniłam kolejny raz i zapytałam co on sobie myśli, że tak nie zachowuje sie chłopak, a już na pewno nie taki który kocha. To powiedział, że znowu robie awanture i że nie będzie ze mną rozmawiał bo go [Mod: pip-pip] i że już nawet ode mnie telefonu nie odbierze. Następnego dnia zachowywał sie jakby się nigdy nic nie stało. Ja tematu poprzedniego wieczoru nie poruszałam, żeby sie znowu nie kłucić bo już miałam tych awantur po dziurki w nosie. Po czym gdy byliśmy w markecie, no i łaziliśmy i oglądaliśmy różne rzeczy, ja poszłam na dział ze sprzętem sportowym, rowerki stacjonarne itp. Kiedy on zobaczył co oglądam, zapytał po co to oglądam, że przecież i tak mnie na to nie stać i nigdy sobie tego nie kupię. (Bardzo często poruszał temat moich niskich zarobków, że nie mam pieniedzy itd.) Ja nie chcąc się nadal kłucić odpowiedziałam z uśmiechem, że może sobie kiedyś kupię. Na co on dalej, że tak napewno, że z moimi długami itp. W końcu zrobiło mi się tak przykro, że zapytałam co on ma w życiu? (Dodam jedynie, że jest na stażu z urzędu prtacy, bo pracy normalnej nie ma, nie ma wykształcenia bo jest po gimnazjum, nie ma nawet swojego samochodu a ma 23 lata) W końcu w takiej złości powiedziałam mu, że to on nie ma nic, nie ma pracy, nie ma wyksztalcenia, nie ma pieniedzy nie ma nic. Tym samym wywołałam wojnę. Powiedział mi żebym [Mod: pip-pip], że nie chce mnie znać, że to koniec itp. Ja nie chciałam mu powiedzieć tego co powiedziałam, było mi przykro. Zapytałam go czy było mu przyjemnie, bo on traktuje mnie tak ciągle, że ja się tylko broniłam. Nie chciał już ze mna rozmawiać, wyzywał mnie tylko. Powiedziałam mu że musi mnie odwieźć do domu bo on mnie tam przywiózł. Całą droge próbowałam mu wytłumaczyć, że krzywdzi mnie takim zachowaniem, że skoro nam nie wychodzi to powinniśmy porozmawiać normalnie a nie się rozchodzić w awanturze. Rozejść się ok, ale nie w taki sposób. Na co jesynie mi odpowiedział, że nie będzie ze mną rozmawiał i żebym sie nie zdzierała bo on ma na mnie [Mod: pip-pip] i że nawet ochoty patrzeć na mnie nie ma. Zapytałam go, czy poraz kolejny przyjdzie do mnie po miesiącu i nagle zachce mu sie rozmawiać? To powiedział, że za miesiąc to mi nawet "cześć" nie powie. No i tak sie skończyło. Ogromnie zabolały mnie słowa i wyzwiska, które usłyszałam. Wiadomo, jest mi przykro. Zmarnowałam 6,5 roku. Mam nadzieję jedynie, że już go nie zobaczę w moich drzwiach. Bo nie jestem na tyle silna, żeby móc się z nim spotkać. Najgorsze jest to, że są i miłe wspomnienia, które jak na złośc w takich sytuacjach człowiek ma przed oczami. A nie chcę więcej słuchać jego tłumaczenia, że on był zdenerwowany, dlatego się tak zachowywał. Chcę to skończyć raz na zawsze tylko nie wiem jak... Do tej pory żyłam jego życiem, robiłam zawsze to na co on miał ochote i zawsze z nim. Kiedy zostawałam sama czułam sie jak małe dziecko któremu zgubiła sie mama. Jak narazie minęło kilka dni i jakoś sie trzymam, ale są momenty kiedy jest mi okropnie. Kiedy dowiaduję się, że on się świetnie bawi z kolegami a ja siedzę sama. Wtedy jest najgorzej. Zastanawiam sie jak człowiek, który rzekomo kocha, może tak traktować ukochaną osobę. Nie wiem co mam myśleć i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nie wiem nic... Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale po prostu potrzebowałam to z siebie wyrzucić. crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 14:20 Dziewczyny, nie wiem co mam ze sobą zrobić...jeszcze nigdy nikogo tak nie kochałam. Może byliśmy ze sobą krótko, bo niecały rok, ale dla mnie to wystarczająco, by kogoś pokochać całym sercem. A on odszedł..nie wierzę w to co się stało. Dalej mam nadzieję i wierzę w to, że się odezwie. Kłóciliśmy się ostatnio, ciągłe pretensje, doszły do tego nerwy i stres na uczelni, moje problemy rodzinne, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby go zostawić. Był dla mnie wszystkim, całym światem, moim mężczyzną, moim ideałem...nie chce mi się jeść, nie chce mi się spać. Czuję jakby ktoś wyrwał mi wszystkie wnętrzności. Co ja mam teraz zrobić, pomóżcie, proszę... Edytowany przez crybabyy 10 lutego 2015, 14:21 Dołączył: 2008-11-20 Miasto: Wrocław Liczba postów: 6528 11 lutego 2015, 07:49 Przejdzie. Zawsze przechodzi. Jesli Cie to interesuje, to 2 m-ce temu rozstalam sie z chlopakiem z ktorym bylam prawie 3 lata. Mieszkalismy razem itp... Przeszlo. Dołączył: 2014-09-27 Miasto: Tropy Liczba postów: 192 11 lutego 2015, 08:02 przejdzie. tylko nie pielęgnuj tych uczuć do niego w myśl jaki był cudowny i nie jeden taki będzie a nawet i tysiąc razy wspanialszy. Ja zmarnowałam 5 lat na pielęgnowaniu uwielbienia dla kogoś kto mnie stracony czas. Dołączył: 2014-10-22 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1050 11 lutego 2015, 09:31 Piszesz o rade a wszystkich krytykujesz. Bywa nie ty jedna nie ostatnia, nie on pierwszy i nie jedyny. Przejdzie ci po jakimś czasie (parę miesięcy może lat) ale przejdzie. Ile lat byś nie miała to nie ma znaczenia ale pozbierać się trzeba i znaleźć sobie jakiś zajęcie. Idziesz dalej. Miłość nie jest piękna w kwiatki i motylki tylko dosyć okrutna i pełna zaangażowania. Dołączył: 2013-02-02 Miasto: Haiti Liczba postów: 263 11 lutego 2015, 10:13 o jezzzz tez tak kiedyś miałam. w sumie z perspektywy czasu sama sobie się dziwię bo chyba z tego "wyrosłam". bolało mnie w środku, ciągłe uczucie niepokoju, ani jesc ani pic ani spac ani nic. zmieniłam partnera i już nigdy tak nie miałam. crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 11 lutego 2015, 10:32 Dziękuję wszystkim za odpowiedzi...wiem, że kiedyś przejdzie..ale tak bardzo bym chciała, żeby przeszło już. Ten czas mnie zabija..wiem, że zachował się podle na koniec. Po prostu ja nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego w pn mnie kochał a w sb rzucił. Nie rozumiem po co były te wielkie słowa o miłości, o tym że chce spędzić ze mną życie, jak zaraz po tym ze mną skończył. Przed moim ważnym egzaminem, przed walentynkami, przed moimi urodzinami...i wiecie co dziewczyny..nawet nie chce się ze mną spotkać twarzą w twarz, bo uważa ze wszystko zostało wyjaśnione..jak tylko mi powiedział, że jest rozdarty wewnętrznie i nie wie, czy za tydzień też nie będzie i mnie tylko przeprosił i wyszedł..przecież nic mi nie powiedział. A przez ten cały czas, który byliśmy, przez te wszystkie słowa które mówił, przez to jak jeździłam do jego rodziny, to przez to wszystko nawet nie potrafi mnie teraz uszanować i być po prostu człowiekiem dla mnie. Niech mi to ktoś wyjaśni..jak można z dnia na dzień przestać kogoś kochać i zamienić się dla niego w zimny głaz? zwłaszcza bez konkretnego powodu, bo to były zwykłe kłótnie i docieranie sie w związku Stradii 11 lutego 2015, 13:07 Może to Cię w jakiś sposób pocieszy.. Miałam to samo, ale po ponad 5 latach związku.. to dopiero rozpacz gdy mnie zostawil! teraz mija 6 rok i jestesmy dalej ze sobą. Też byl po rozstaniu jak głaz... po 5 latach nie odzywal sie, traktowal jak powietrze.. ale po jakims czasie doszlo do niego kim dla niego bylam. Taka przerwa nam dała bardzo dużo! przez 5 lat nie było tak wspaniale jak teraz po powrocie. Musieliśmy od siebie odpocząć, przemyśleć, zrozumieć.. Oj co ja przeżywałam po rozstaniu.. jednak nie należy się załamywać, jesli to prawdziwa milosc, wroci. Jak to mówią "puść milosc wolno, jak kocha wroci". Jeśli nie, na pewno poznasz kogos, który uświadomi Ci, że to co "niby"czulas do poprzedniego było niczym w porownaniu co teraz czujesz ; Edytowany przez 93fef830f44a1f7c73bcddc06a596967 11 lutego 2015, 13:08 Dołączył: 2011-05-20 Miasto: Warszawa Liczba postów: 225 11 lutego 2015, 13:35 ja też właśnie rozstałam się z chłopakiem. jest ciężko, ale ciągle myślę o tym, że to tylko kwestia czasu, zaczynam nowy rozdział, może będzie lepiszy niż poprzedni... ps. chłopak jest ostrym chujem, skoro zostawił Cię w takim trudnym momencie... nie masz czego żałować, bo teraz wiesz, że nie był osobą, na której mogłabyś polegać w 100% 11 lutego 2015, 13:48 Czas leczy rany. Ból z każdym dniem będzie mniejszy - głowa do góry :-) crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 11 lutego 2015, 13:53 Dziękuję Wam wszystkim..już odbyłam dość sporo rozmów... i to prawda, zostawił mnie w fatalnym momencie. Nie potraktował mnie nawet jak człowieka, chociaż tyle mi się należało. Najgorsze jest to, że w jednej chwili szaleńczo mnie kochał, a w drugiej mu się coś nagle odwidziało. Przecież w związku nie zawsze jest kolorowo i są kłótnie, ale jak dwoje ludzi się kocha, to są w stanie to przezwyciężyć. Nigdy tego nie pojmę...Czytam Wasze historie i oczom nie wierzę, że los może rzucić nam takie wyzwania. Albo to, że po 5 latach bycia ze sobą i rozstaniu, można dalej być razem. Ale to właśnie oznacza prawdziwą miłość..najgorsze, że ten rozdział z nim, to był dotąd najlepszy w moim życiu. Dziękuję za wszystkie słowa otuchy. Kilka miesięcy temu zerwałam z chłopakiem po ponad 5 latach bycia razem. Często się kłóciliśmy, rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie, przez jego zazdrość straciłam znajomych, a na dodatek on w wieku 26 lat ani myślał o pracy i ustatkowaniu się, tylko o tym mówił, ale robił całkiem co innego, liczyła sie dla niego zabawa, siłownia, koledzy itd. Podczas wakacji pracowałam za granicą 4 miesiące, poznałam tam wspaniałego chłopaka, zakochałam się jak nigdy dotąd, on mówił, że też mnie kocha jak nigdy nikogo (to on się o mnie starał, a od innych osób dowiedziałam się, że od bardzo dawna nie był w żadnym stałym związku, koledzy się nawet dziwili, że tak za mną szalał ). Przy nim poczułam, że dopiero teraz poznaję prawdziwą miłość. Spedzalismy ze sobą całe dnie w pracy i każdą wolną chwilę. Pojawił się jednak problem... Studiuję, na dodatek na ostatnim roku i w październiku musiałam wrócić do Polski, a on nie jest Polakiem co oznaczało początku nie chciał nawet słyszeć, ze wyjade... Ale potem przemyślał wszystko, mówił, że lepiej żebym skończyła studia, że on w przyszłości nie chce mieć problemów z moją rodziną przez to, że nie skończę studiów. Obiecał, że poczeka na mnie te 9 miesięcy, że odwiedzi mnie w Polsce. Wróciłam do Polski, ciągle dzwonił, rozmawialiśmy przez internet.. Potem jednak wrócił do swojego kraju, nie ma tam internetu, bo mieszka w bardzo małej wiosce, a rozmowy telefoniczne są bardzo drogie. Jednak nadal dzwonił i zapewniał, że mnie kocha. Tydzień temu rozmawialiśmy, planowaliśmy kiedy przyjedzie do Polski, kiedy ja pojadę do niego... Powiedział, że zadzwoni za kilka dni. Jednak od niedzieli nie mamy żadnego kontaktu, jego telefon jest wyłączony. Mówił mi wcześniej, że ma z nim problemy, że się psuje, sam włącza i wyłącza i że musi kupić nowy. Ale dzisiaj jest już czwartek... Nawet jeśli telefon sie zepsuł to od niedzieli nie zdążył kupić nowego?? Wiem, że jest tam zajęty, wykańcza dom, który chce sprzedać i takie tam, ale żeby aż tak?? Zaczynam mieć złe myśli.. że mnie olał i zmienił numer. Codziennie wypisuje do niego dziesiątki smsów, chociaż i tak wiem, że on ich nie czyta, bo telefon jest cały czas wyłączony. Każdego dnia płaczę, w nocy nie mogę spać. Naprawdę od samego początku czułam, że to ten jedyny już na całe życie, przez kilka miesięcy żyłam jak w niebie, przy nim czułam, że swojego poprzedniego chłopaka nie kochałam tak naprawdę... Bardzo mi na nim zależy Myślicie, że mnie olał?? Mówił, że nigdy mnie nie zostawi, że jestem jego kobietą, jego jedyną na całe życie. Nigdy mnie nie okłamał w żadnej sprawie, zawsze był szczery, zawsze mówił, że jeśli będzie coś źle to mi o tym powie... Nie jest osobą, któa owija w bawełnę, zawsze mówi co myśli. Nie wiem co myśleć, znam go przecież tylko pół roku, razem spędziliśmy 4 miesiące, ale nigdy nie dał mi powodów do tego żebym w niego wątpiła, tylko teraz ta dziwna sytuacja... Może ktoś powie, że to głupie, że tak przeżywam to wszystko chociaż trwało tak krótko, ale uwierzcie mi czasami 4 miesiące znaczą wiecej niż 4 lata... Przeraża mnie myśl, że mnie zostawił, mieliśmy tyle planów, zaraz po obronie miałam wyjechać i mieliśmy zamieszkać razem tam gdzie pracowalismy. Jeśli on mnie zostawił w taki sposób to nie wiem co ze sobą zrobie. Nie mogę się skupić na niczym, powinnam pisać pracę magisterską, ale tylko siedze godzinami przed komputerem, słucham muzyki i myślę o nim, wpatruję się w jego zdjęcie i płaczę. Każdego dnia się modlę żeby zadzwonił... Widze, że od razu na mysl przychodzi Wam, że mój chłopak to Arab. Nie jest Arabem. Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:41 przez TygrysekOna. Nie wiesz nic na pewno a już zaczynasz panikować. Kilka dni to bardzo względne pojęcie, bo to może być nawet 9. Zajmij się czymś i nie myśl tyle o tym. Poczekaj, to się odezwie. kurcze jest tyle opcji, skoro mieszka w malej wiosce może nie ma jak dojechać gdzieś żeby telefon kupić, może nie ma pieniędzy ? a macie inny kontakt ?? facebook albo coś ? moze mu telefon ukradli albo coś... albo na karcie się numer nie zapisał i teraz nie ma jak sie odezwać ;/ oj biedna ;/ jesli nie macie inaczej kontaktu to wydaje mi się ze telefon się całkowicie popsuł a twoj numer mu się na karcie nie zapisal.... Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:12 przez basia150609. wiem, że to trudne miałam podobnie ... jak kocha to poczeka i sie odezwie wkońcu bedzie dobrze! no wlasnie moze nr nie spisal Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:12 przez AsiaK962. CytatGaBrYsiAa1996 kurcze jest tyle opcji, skoro mieszka w malej wiosce może nie ma jak dojechać gdzieś żeby telefon kupić, może nie ma pieniędzy ? Ciężko mi powiedzieć dlaczego się nie odzywa. Może zgubił telefon a twojego numeru nie znał na pamieć? Skoro mieliście cały czas kontakt po twoim wyjeździe to nie sądzę ,że bez słowa Cię zostawił. A masz jego adres, może list napisz? Może po prostu naprawdę telefon mu się popsuł i nie ma możliwości, aby kupić nowy? Nie panikuj, poczekaj jeszcze praę dni mi się raz karta też dodatkowo popsuła sama od siebie więc też może byc taki powód jak masz adres to napisz list i wysli priorytet polecony i w ciagu 2 dni go dostanie. napisz w nim tez swoj adres i nr tele Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 16:14 przez basia150609. Oj za bardzo się denerwujesz, zrozum to że chłopak mieszka w małej wiosce.. Może nawet nie ma gdzie i za co kupić tego telefonu, pomyślałaś o tym? Wiem, że panikuję... Ale taka jestem, nie potrafię inaczej Strasznie sie przejmuję, a nie mam sie przed kim wygadać nawet. To chyba wszystko dlatego, że mam wiele kompleksów, ciagle mi sie wydaje, że nie zasłużyłam na niego... Próbowałam sie zająć różnymi rzeczami, ale na niczym nie mogę się skupić. błagam tylko powiedz, że to nie arab czy tam inny "ciapaty" Nie myśl od razu, że Cię olał. Nie chcę straszyć, ale może się coś wydarzyło, a może rzeczywiście z tym telefonem coś się stało, a skoro mieszka w małej wiosce to ma problem z kupieniem nowego. Nie masz jego adresu? Może to dziwne w dzisiejszych czasach, ale ja napisałabym po prostu list. Niestety, musisz być cierpliwa po prostu, chociaż wiem, że to trudne. Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2012-12-06 20:57 przez moderator. takie uroki obcokrajowców pojawiają się i znikają nagle ... jak telefon się zepsuł to może nie ma twojego numeru na nowym ? macie jakieś inne możliwości kontaktu ? meil ? skype ? Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

chłopak mnie rzucił dla innej